„Film”- najstarszy magazyn filmowy w Polsce, ukazujący się od 1946 roku. Dla mnie, do pewnego momentu główne źródło informacji o filmie, swoistego rodzaju „biblia filmowa”. Czytam „Film” od 1996 roku. W ciągu tych 11 lat „Film” nieustannie się zmieniał, czasami były to zmiany na lepsze czasami na gorsze. Kiedy redaktorem naczelnym został Marcin Prokop, myślałam, że już nic gorszego nie może się zdarzyć. A jednak myliłam się. Jakiś czas temu „Film” zmienił właściciela. Wydawnictwo Hachette Filipacchi Polska sprzedało miesięcznik Platformie Mediowej Point Group. Wraz ze zmianą właściciela nastąpiły rewolucyjne zmiany w samym magazynie. Od 2 miesięcy „Film” ukazuje się w nowej formule i od 2 miesięcy jestem coraz mniej przekonana do kontynuowania mojej „przyjaźni” z tym magazynem. Numer październikowy nie podobał mi się, ale pomyślałam, że to dopiero początek więc może następny numer będzie lepszy. Niestety nie jest. Listopadowy numer również mnie rozczarował. Powodów jest kilka. Po pierwsze przytłacza ilość reklam zamieszczonych w numerze. Szata graficzna jest chaotyczna, po 5 minutach przeglądania oczy są już zmęczone tym chaosem. Wiele artykułów poświęconych jest tematyce zupełnie nie związanej z filmem czy kinem, jak choćby artykuł o najnowszych technologiach dvd. Całkowicie niezrozumiałe jest dla mnie stworzenie rubryki „jej styl” z której to możemy uzyskać tak „cenne informacje” jak np. w jakim sklepie robi zakupy Angelina Jolie. Z resztą z samego artykułu o tej aktorce dowiemy się arcy ciekawych rzeczy typu: jak wpłynęła adopcja dzieci czy też związek z Bradem Pittem na jej status „gwiazdy”. Za to autorka artykułu o ślicznej Angelinie w ogóle nie wspomina o jej kreacjach aktorskich, filmach z jej udziałem czy zdobytych nagrodach filmowych. Jednak najgorsze jest to, jak mało miejsca poświęca się aktualnym premierom filmowym. Nawet nie wymienia się wszystkich premier danego miesiąca jak to było do tej pory. W listopadowym numerze pominięto choćby tak znaczący tytuł jak „Ukryta Strategia” Roberta Redforda. Recenzje są drastycznie skracane i coraz bardziej przypominają streszczenia filmowe. A pomysł aby gwizdki, których ilość informowała o poziomie artystycznym danego filmu zastąpić kropkami jest całkowicie chybiony( o ile mnie pamięć nie myli to kropek do oceny filmów używano kiedyś w miesięczniku „Cinema”).
W całym listopadowym numerze podobał mi się jedynie artykuł o kinie rosyjskim i wywiad z Peterem Greenwawayem. Ale to jednak trochę za mało. Tęsknię za czasami kiedy „Film” był miesięcznikiem na wysokim poziomie w całości poświęconym tematyce filmowej. Mogę jedynie żywić nadzieję, że kiedyś wrócą te czasy!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
niestety komercja dopada wszystkich...
Jak widac puddelkomania dotyka nawet czasopisma, ktore reprezentuja soba jakis poziom ;) choc moze sie to jeszcze zmienic, czego zyczmy sobie, bo niedlugo kazdy bedzie znal intymne zycie aktorow, a nie bedzie wiedzial w jakich filmach wystepuja :D
Prześlij komentarz